Jaki aparat do nagrywania filmów?
Aparat jest ostatnim zakupem, nie pierwszym. Najpierw dźwięk, potem światło, dopiero potem obraz. Szum i „śnieżenie” na ciemnym tle to prawie zawsze za mało światła i praca na automacie, a nie za słaba kamera — dlatego wymiana aparatu często niczego nie naprawia.
Kiedy już przychodzi czas na aparat, dzielę to na trzy drogi.
Pierwszy aparat
Sony ZV-E10 za 2149 zł. Ma ekran, który obrócisz do siebie, porządny autofokus na twarz i pasuje do niego jasne, niedrogie szkło. To najczęstszy pierwszy aparat, który polecam. Nowsza ZV-E10 II kosztuje 4147 zł i daje lepszy obraz, ale przy pierwszym aparacie te pieniądze zwykle lepiej wydać na obiektyw i światło.
Kiedy nagrywasz dużo i długo
Sony FX30 za 7935 zł albo Panasonic Lumix S5 II za 5839 zł. Główna różnica w stosunku do tańszych nie jest widoczna w jakości obrazu, tylko w tym, że nagranie się nie przerywa: jest chłodzenie i nie ma limitu czasu. Przy godzinnym webinarze albo nagraniu kursu to jest ta cecha, za którą płacisz.
Pełna klatka
Lumix S1 II czy Sony FX3 mają sens, kiedy z nagrywania żyjesz i wiesz, po co Ci większa matryca. Jeżeli się wahasz, to znak, że jeszcze nie.
Czego nie kupować za wcześnie
Liczb ze specyfikacji. 4K 120 klatek, 10-bit, log i wysoki bitrate wyglądają dobrze w tabeli, ale w zwykłym filmie do internetu nie zobaczysz różnicy. Zobaczysz za to, że aparat przerwał nagranie po 20 minutach albo że tło jest ciemne.
Pytania
Czy telefon wystarczy zamiast aparatu?
Na początku tak. Aparat zaczyna mieć przewagę, kiedy chcesz wyraźnie rozmyte tło, dłuższe nagrania i pełną kontrolę nad obrazem.
Na co zwrócić uwagę przy nagrywaniu dłuższych materiałów?
Na przegrzewanie i na limit czasu nagrania. Tańsze aparaty potrafią przerwać przy dłuższym ujęciu, droższe mają chłodzenie i nagrywają bez limitu.
APS-C czy pełna klatka?
Do nagrań do internetu APS-C w zupełności wystarczy, a zaoszczędzone pieniądze lepiej wydać na jasny obiektyw i światło.